W moich ambicjach leżało, aby w tym roku kalendarzowym zakończyć kurs pozytywnym wynikiem egzaminu. Niedługo po ukończeniu 18 roku życia przystąpiłem do pierwszych prób zdania ww. egzaminu. Upłynął październik, następnie prawie cały listopad i nie było widać postępów. Jedynie moja kieszeń stała się cieńsza o jakieś 600PLN (3 egzaminy praktyczne + kurs doszkalający). Aż nadszedł TEN dzień, 27 listopada br.. Poszedłem do Ośrodka około 15-tej. Miałem sporo czasu, ponieważ egzamin wyznaczono na 16-tą. Zjadłem obiad w bufecie, bawiłem się telefonem, później iPod’em, aż padła w nim bateria. Wreszcie po długich wyczekiwaniach, o godzinie 17.20 wywołano moje nazwisko. Pomijając to, że było cholernie zimno i nawet siedząc w samochodzie dzwoniłem zębami, przystąpiłem do egzaminu. YARIS: Rękaw – o mało co, a przewróciłbym pachołek wychodząc z łuku, ale w ostatniej chwili ostro dokręciłem kierowniczką i wyszedłem na prostą. Wzniesienie – pomijając to, że stoczył mi się około 10cm (żal), zaliczone. Wyjechaliśmy w miasto – streszczając: miałem dwie wpadki, ale poprawiłem się i wszystko poszło jak po maśle. Chociaż do ostatniej chwili nie byłem pewien, czy nie zrobię czegoś głupiego, udało się – dojechaliśmy do WORD-u i to ja byłem za kierownicą :) W pierwszej chwili nie dotarło do mnie, że zaliczyłem, że osiągnąłem wynik pozytywny. Właściwie dzisiaj też jestem w małym szoku i nie do końca jestem świadom tego, co się stało. Niemniej jednak egzamin został odpowiednio oblany :) Cel osiągnięty (teraz tylko żebym miał czym jeździć).
PS Pozdrowienia dla p.Sławka Rutkowskiego, który to prowadził egzamin. Egzaminator też człowiek!


